poniedziałek, 13 lipca 2015

Motywacja

Hej,
dzisiaj przychodzę do was z postem o dziwnym dla mnie tytule, ponieważ nigdy jakos nie było okazji aby sie nad tym zastanawiać co to jest i po co to komu do czego że niby ? Zaczynając swoją przygodę z treningami nawet  nie myślałam o tym że potrzebuje jakiejś motywacji. Treningi a raczej wykonywanie krótkich czasowo programów treningowych było dla mnie formą na wyluzowanie sie od reszty społeczeństwa, które nie wiedziało o istnieniu takiej opcji. - może widziało ale było leniwe! Poza samym oglądaniem YouTube'a  i gapieniem się w ekran komputera mogłam te 10 minut, 20 minut połączyć z czymś jak sie potem okazało pożytecznym. Nie miałam większych problemów z wagą ani z figurą więc nie traktowałam tego jako mus w tych kategoriach. Po czasie zauważyłam, że fajnie sie po nich czuję. Nie zalega we mnie energia niespożytkowana  i czuje się trochę jak dzieciak w szkole bo  mam swój domowy w-f :)
I  w tej sferze motywacji nie potrzebowałam ale teraz zaczęłam się nad nią niestety zastanawiać. Ponieważ jestem na etapie szukania pracy, szukania sobie nowego miejsca do życia mam małe zawahanie. W sumie w tym momencie jest dwa i pół miesiąca łącznie z przeprowadzką jak nie pracuje. Na początku pewnie jak każdy cieszyłam sie z tego, że mam tyle czasu tyle rzeczy zrobię , dobrze się spakuje, nadrobię YouTube itd.
 Ale teraz im bliżej podjęcia pracy tym bardziej czuję niechęć i wydaje mi sie że jednak fajnie jest jak sie pracuje... Hmm... ale się koło zamyka ponieważ jeszcze miesiąc temu nie mając nic na horyzoncie miałam dośc wolnych dni i planowania sobie tak dużej ilości czasu. Coraz trudniej było mi sie w tym odnaleźć.
I co? I teraz nagle mi będzie tego brakować albo jednak to wychwalam jak mnie to męczyło ?!
Dziwne ale nie logiczne, bez składu ehh
Wymyśliłam sobie  teraz taki plan, który zakłada oczywiście codzienne treningi, uciecha z tego że jeszcze te wolne dni mam no i przede wszystkim myślenie tak jakbym jutro miałam iść do pracy!
Tak  postanowiłam że będę się w taki sposób motywować, żeby nie zniechęcić sie do nowego miejsca pracy, do nowych ludzi i do tego, że będę robiła coś zupełnie odmiennego niż dotychczas robiłam.
Mam nadzieję, że to mi pomoże przebrnąć przez to wszystko co mnie czeka pewnie w nowej pracy ale ułatwi mi nie patrzenie za siebie i nie marudzenie że muszę wstac, że musze jechać, że będzie to inna praca niż dotychczas  i takie tam ble ble ble 

I na dzisiaj to tyle moich wywodów.
Oczywiście że wszystko bez ładu i składu a o przecinkach nie wspomnę ale ok jeszcze dojdę do wprawy

Pozdrawiam 
M.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Absolutny zachwyt;)

Dzień dobry,


zmywając paznokcie swoim nowym zmywaczem do tego przeznaczonym naszła mnie chęć zrobienia choć małego wpisu. Ciężko jest mi się zebrać i cokolwiek napisać ponieważ obawiam się, że moja ortografia i estetyka tekstu nie będzie przyjemna w odbiorze. Ale dziś wszystkie takie myśli odrzuciłam i postanowiłam, że coś małego napisze, zobaczymy jak mi to pójdzie. Na razie wenę mam do pisania, piszę co mi przyjdzie do głowy i dłuższego przystanku jak dotąd myśleniowego nie było. A więc przejdę do sedna sprawy a dokładniej do mojego zmywacza do paznokci o którym chciałam dzisiaj wspomnieć. Ów zmywacz jest/ pochodzi z marki Sally Hansen i wygląda tak:
Jest  to mój pierwszy zakup tego produktu.Zwykle jakoś do zmywaczy nie przykładałam i nie przykładam zbytnio uwagi ale wiem jaka jest różnica pomiędzy tymi tańszymi i droższymi a teraz to już w ogóle, po użyciu tego różnica jest diametralna. Ostatnim zmywaczem,  który  używałam był malutki osobnik z marki Bielenda. Lubię tą firmę za produkty i zmywacz z tej firmy również mnie nie zawiódł. Kosztował mnie około 3 zł. za pojemność 50 ml. Ładnie pachniał ( czyt. nie śmierdział acetonem nachalnie ) i dobrze zmywał lakier, był wydajny. Jeszcze jeden jakiego też używałam naprzemiennie pochodził z marki Isana i była to wersja zielona z acetonem.
Cieszę się, że zdecydowałam zakupić teraz akurat ten zmywacz, ponieważ w Polsce on odstrasza siebie swoją ceną a będąc w UK trochę ta cena wygląda inaczej. (oczywiście nie przeliczając na nasze polskie złotisze  ;p) Kosztował mnie 2,10 funta podczas gdy w Polsce wydałabym za niego około 28 zł. w zależności od miejsca zakupu. Jest to diametralna różnica, więc tym bardziej sie cieszę.
Ja mam wersje bez acetonu,  do paznokci delikatnych z prowitaminą B5, witaminą E i rumiankiem.
Zachwycił mnie sobą po pierwszym użyciu, poużywam go dalej a zwłaszcza na czerwonym lakierze i mam nadzieje, że czar nie pryśnie po pierwszym razie.

A wy jakich macie dżentelmenów do zmywania lakierów do paznokci ?

Mua
M.