wtorek, 22 listopada 2016

Płynne pomadki Molten Chocolate

Hej:)

A tak siedzę sobie i stwierdziłam, że coś napisze. Zbliża się black Friday wielkimi krokami a ja już kompletuje sobie zamowienie na tambeauty.com gdyż już ogłosili pewne wyprzedaże. Mam nadzieję, że uda mi sie konkretnie z nich skorzystać. A tym czasem zaprezentuję wam płynne pomadki z Makeup Revolution które posiadam.
i tak od góry może zacznijmy :

  1. Pierwszym ciemnym kolorem jest Molten Chocolate Death by Chocolate, ciemna zdecydowanie śliwka może wiśnia, na co dzień raczej mocna, dla kogoś o białych zębach ok, idealna na wieczór
  2. Drugi kolor to Molten Chocolate Salted Caramel i Ten kolor najbardziej mi odpowiada gdyz pochodzący z rodziny nudziaków daje gwarancje spokoju na ustach pod względem nakładania go bez lusterka
  3. Numer trzy to Lip Lava Shockwave i jest ok, Bardzo pasuje do jasnych karnacji i spokojnych makijaży, na codzien w sam raz bez obawy o zęby
  4. Czwórka to moja ślubna pomadka Lip lava Tremor, piękna pomadka z różowawym odcieniu, długo sie utrzymuje na ustach a skoro ona to i jej pozostałe siostry mam nadzieję, że też :)
  5. Ostatnia która ma popsuty aplikator i brudzi mi resztę rzeczy w kosmetyczce Lip Lava Unleash, Odważny dość koralowy kolor fajny na dzień jak i na większe wyjścia.
Dużym plusem tych pomadek jest to, że z racji ich zastygania na ustach możemy jakby stopniować sobie intensywność koloru, mniej pomadki delikatny kolor uzyskamy, więcej pomadki lepszy efekt i zauważalność.Za pomocą palca możemy wklepać dowolną ilość pomadki na usta i ona tam zostanie. Nałożony na nią olejek bądź coś dodającego jej blasku powoduje, że traci na ważności, krócej sie trzyma ust. Więc ja robie odwrotnie na usta najpierw balsam potem pomadka i wszystko gra.

Wiem że są one odpowiednikami a może i nawet kopią droższych pomadek ale kto powiedział że nie można i z nich się cieszyć :)

Pozdrawiam 
M. 

piątek, 11 listopada 2016

Obiadowy post

Witajcie kochani

Natchnieni przez youtubową społeczność kulinarna świetnymi przepisami postanowiliśmy zrobić na obiad best ever pasta czyli makaron. Ale nie taki zwykły makaron zakupiony w supermarkecie z sosem z osiedlowego sklepiku. Nie, nie nic z tych rzeczy.
To był makaron własnoręcznie zrobiony z boczkiem podsmażony z pietruszka i czosnkiem i dużą ilością pieprzu.
Składniki jakie znalazły się w tym obiedzie to:

Baza do makaronu-potrzebujemy

  • Jajka-jajek potrzebujemy minimum 6 tzn sie ja tyle użyłam gdyż były medium przy large rozmiarze pewnie do ciasta użyłam bym dwa  
  • mąka szklanka/półtora
  • sól 
Z podanych wyżej składników najnormalniej w świecie zagniatamy ciasto na makaron i zostawiamy na jakiś czas do pół godziny

Dalsza część obiadu to 
  • boczek już taki smoked najlepiej nie ten surowy tylko już podwędzany mój pochodzi z lidla i świetny wybór to był
  • masło
  • dwa główki czosnku
  • pietruszka opcjonalnie liście selera ale pietruszka daje wiecej aromatu

Czosnek rozgniatamy, boczek smażymy, ja rzuciłam trochę masełka na początek.
 Pietruszkę poszatkować i razem z czosnkiem dodać do już podsmażonego boczku.
 Zestawić z ognia i wstawić wodę aby ugotować makaron.
Jak widać na wyżej załączonym obrazku podsmażony boczek połączył sie z pietruszką i czosnkiem.

Połączeniem składników w tym obiedzie zajmuje się ser i jajka
Potrzebujemy  
  • trzy jajka 
  • 150 gram sera najlepiej mozzarella bądź jaki lubicie 
  • pieprz
Ser i jajka łączymy ubijając je razem jakbyśmy ubijali pianę z białek

Koniec przygotowywań jest bardzo prosty ponieważ wszystko łączymy razem podgrzewając az ser sie roztopi i stworzy piękną powłokę wokół naszego makaronu.


Enjoy  





czwartek, 10 listopada 2016

Makeup Revolution Molten Chocolate

Hej :)
 właśnie dziś odebrałam malutka paczkę z Tambeauty.com. A to oznacza, że w końcu doczekałam się nowiutkich pomadek z serii Molten Chocolate. Nie cieszyłabym sie pewnie z nich aż tak bardzo jakbym je dostała wcześniej, teraz sie cieszę bo w końcu je mam ponieważ wcześniejsze zamówienie wogóle nie wyszło dla mnie z magazynu. Pierwszym razem jeszcze swatchy nie było a ja juz je miałam w internetowym koszyku i gdyby nie przeprowadzka Tam beauty z magazynu do magazynu juz dawno bym je testowała a tak dwa miesiące później mi było dane, czyli teraz.
Na zakup nie zdecydowałam sie przypadkiem, ponieważ mam już w swojej kolekcji pomadek płynnych trzy z poprzedniej serii Lip Lava-Unleash, Tremor i Shockwave.
Tremor posłużyła mi świetnie jako moja pomadka ślubna. Mam urodę rudzielca więc ona ze swym spokojnym odcieniem różowego,poradziła sobie idealnie. Jednak na zdjęciach w necie widzę że ona jest bardziej jakby delikatniej różowa, na mych ustach taka nie jest, przybiera delikatnie intensywniejszy subtelny odcień różu. I zdecydowanie częściej używam jej niż dwóch pozostałych po prostu ze względu na kolor.
Tym razem z nowej serii w oko wpadły mi prawie wszystkie. Mówię prawie gdyż ten ostatni odcień, bardzo ciemny brązowy imieniem Founde nie wiem czy mógłby pasować przy mojej jasnej cerze.
Najbardziej swymi kolorami zachwyciły mnie Salted caramel i Dipped. Piękne,delikatne brzoskwinkowe odcienie sprawdzą się świetnie do codziennego użytkowania. I też na Salted caramel się zdecydowałam. Dwa następna odcienie Naked chocolate i I heart chocolate zdecydowanie przypominają mi moją pomadkę Tremor o której wspominałam wcześniej w tekście. Zostały nam jeszcze dwa Founde i Death by chocolate. I te dwa kolory mnie interesowały choć Founde mniej i ostatecznie postawiłam na Death by chocolate i jestem zadowolona z wyboru.
Salted caramel jeszcze nie otwarty zostawiam sobie go na jutro. Dziś użyłam ciemniejszego odcienia.
Death by chocolate jest takim ciemnym wiśniowym kolorem, wręcz buraczkowym nawet, idealnym na jesień i wieczorowe randki.
Na randkę to ja sie nie wybieram ale mój mąż będzie happy ponieważ to on doradził mi własnie tak odważny kolor w którym poczułam się lepiej niż w czerwonym.

A i ja je zamawiałam z Tambeauty.com z UK. Jedna pomadka kosztowała mnie 3 funty także ok a widziałam na Insta, że weszły one też Rossmanów w miarę podobnej cenie więc nie przepłaciłam.
A i wy możecie je sobie nabyć i cieszyć się z użytkowania płynnych pomadek o dobrej jakości i przystępnej cenie .

Dołączam zdjęcie zrobione chwile temu.



Enjoy

piątek, 4 listopada 2016

Kurs czy szkoła

To że o make-upie wiem więcej niż reszta dziewczyn z mojego rocznika to wiem już od jakiegoś czasu. Kurczowo chwytając się wszystkich zwykłych prac przyszedł taki moment ze może by spróbować jednak w make-upie. Ale przecież nikt mi ne uwierzy że coś umiem skoro nie mam portfolio ani dyplomu. Zastanawiam się co będzie najlepsze czy iść na krótki kurs czy zapisać sie od razu do szkoły. Myślałam o szybkim np trzydniowym kursie ale pan z recepcji w jednej szkole uświadomił mnie że ten kurs nie ma jakby wartosci bo to nie kurs tylko tylko jednodniowe szkolenie... (sick)  To ja się pytam po co to jest organizowane skoro to nic nie daje,Jak ktoś pójdzie do szkoły czy na dłuższy wielogodzinny kurs to nie czuje potrzeby aby iść na taki krótki kursik skoro zrobił dłuższy o wielorakiej tematyce.
 W moim przypadku jest tak, że jestem samoukiem ale takim co nie robił portfolio bo nigdy o tym poważnie nie myślał i który teraz ma problem.
Cholery dostaje bo kurs drogi musze opłacić czesne a mam wahania. Kurs zaczyna sie dopiero w marcu a mamy listopad ledwo co.
Masakra goni masakre

M.