Hej,
Dzisiaj przyszła ochota na małą notkę na blogu. Będąc dzisiaj w sklepie oczywiście że nie omieszkałam wypatrzeć czegoś pielęgnacyjnego wartego kupna. W moje ręce wpadł dzisiaj krem nieznanej mi kompletnie marki Derma V10. Kosztował niecałego funta więc całkiem bez zastanowienia trafił do mego koszyka. Lubie kupować kremy, które potem mogę z powodzeniem stosować do rąk w małej pojemności przykładowo wcześniejszy był Alantandermoline.
Zakupiony krem według tego co jest na opakowaniu napisane jest paraben free i nie testowany na zwierzęciach. Oby to była prawda jak tak piszą!
Wygląda tak:
Opakowanie jakby to byłą jakaś apteczna maść heh
co moge powiedzieć po pierwszych paru użyciach w ciągu dnia to to, że bardzo fajnie otula dłonie. nie miałam chyba jeszcze takie odczucia. Daje takie fajne nawilżenie a nie powłokę która tylko udaje nawilżenie. Na pewno bardziej opiekuje sie dłońmi iż Kamil w którego tak wierzyłam- zbrodniarz ehh :)
Wygląda na to że wyrasta mi nowy ulubieniec. Postaram sie go tez używać na inne partie ciała i ocenić bardziej jego zastosowanie.Czy zaaplikuję na twarz nie wiem. Na pewno pójdzie w pięty bo coś ostatnio czuje że schnę od spodu he he
Pozdrawiam
M.
piątek, 11 grudnia 2015
czwartek, 10 grudnia 2015
Paleta Revolution
Parę postów czekaa sobie w swojej poczekalni notatkowej az je dokończe ale moge to zrobić po kolei :)
Niedawno nabyłam paletę cieni. Nie jest to paletka bo do małych rozmiarów nie należy gdyż posiada 144 cenie a co!
Paleta pochodzi z firmy Make up Revolution i ma jak już wspomniałam 144 cenie od matowych po błyszczące, od ciemnych po jasne.
Jest to dla mnie duże ułatwienie posiadać taką paletę ponieważ nie mam miejsca na toaletkę. Cieni pojedynczych i w mniejszych paletkach mam mnóstwo w dużej kosmetyczce, w której czasami mi sie nie chce rano kopać za danym cieniem, żeby go nałożyć. Odkąd mam ją w swoim zbiorze leży sobie swobodnie na wierzchu i gdy ją otwieram bez trudu wybieram cień który chce użyć i aplikuje mając przed oczami resztę cieni. Pozwala to na wymyślenie naprawdę dużej ilości makijaży bez martwienia sie aaa co jest w tej paletce, a co w tej, a może ta , a może tamta.
Paleta jak widac prezentuję sie dość okazale, 144 cenie robią furorę.
Jakość cieni cieszy mnie w ten sposób że przy nakładaniu się nie osypują co sie często lubi zdarzać przy innych.
Jeżeli chodzi o utrzymywanie sie na powiece to jest to względnie cały dzień czyli maluje się rano 6.30 i gdy jestem w domu 15 cenie jakby tracą na wartości ale dalej na powiece są i nie są zrolowane co też lubiło się zdarzać... ble ble ble
Na pewno jasne cienie będę męczyć najbardziej, sprawa oczywista najlepiej sie w nich czuje ale nie neguje tym samym ciemnych z których tez oczywiście będę grzecznie korzystać :)
Pozdrawiam
M
Niedawno nabyłam paletę cieni. Nie jest to paletka bo do małych rozmiarów nie należy gdyż posiada 144 cenie a co!
Paleta pochodzi z firmy Make up Revolution i ma jak już wspomniałam 144 cenie od matowych po błyszczące, od ciemnych po jasne.
Jest to dla mnie duże ułatwienie posiadać taką paletę ponieważ nie mam miejsca na toaletkę. Cieni pojedynczych i w mniejszych paletkach mam mnóstwo w dużej kosmetyczce, w której czasami mi sie nie chce rano kopać za danym cieniem, żeby go nałożyć. Odkąd mam ją w swoim zbiorze leży sobie swobodnie na wierzchu i gdy ją otwieram bez trudu wybieram cień który chce użyć i aplikuje mając przed oczami resztę cieni. Pozwala to na wymyślenie naprawdę dużej ilości makijaży bez martwienia sie aaa co jest w tej paletce, a co w tej, a może ta , a może tamta.
Paleta jak widac prezentuję sie dość okazale, 144 cenie robią furorę.
Jakość cieni cieszy mnie w ten sposób że przy nakładaniu się nie osypują co sie często lubi zdarzać przy innych.
Jeżeli chodzi o utrzymywanie sie na powiece to jest to względnie cały dzień czyli maluje się rano 6.30 i gdy jestem w domu 15 cenie jakby tracą na wartości ale dalej na powiece są i nie są zrolowane co też lubiło się zdarzać... ble ble ble
Na pewno jasne cienie będę męczyć najbardziej, sprawa oczywista najlepiej sie w nich czuje ale nie neguje tym samym ciemnych z których tez oczywiście będę grzecznie korzystać :)
Pozdrawiam
M
Garnier Micellar
Hej :)
nie ma to jak posta zaczynać z małej litery, zdarza się niestety (klawiatura mnie nie lubi pewnie albo ja jej grr gr)
Czekając aż znajdę czas na napisanie posta zdarzyło mi się skończyć płyn micelarny marki Garnier. 400 ml wystarczyło mi dokładnie na połowę lipca, sierpień, wrzesień, następnie październik, listopad i pare dni grudnia. Ju huu :D Oznacza to, że było to prawie pół roku codziennego zmywania makijażu oczu wieczorem. Nie było to moje pierwsze opakowanie więć nie kupiłam go wtedy w ciemno. Ale poprzednim razem używałam naprzemiennie z jakimś innym płynem i nie byłam w stanie dokładnie określić jego wydajności do pojemności he he (nie nie chemikiem nie jestem - żart ;p)
Kosztował mnie 2.99 w funtach także nie było tak źle w cenie. Ale mogę na niego wydać w sumie każdy pieniądz jak wiem, że po
Nic tylko iść i kupować :)
Pozdrawiam
M.
nie ma to jak posta zaczynać z małej litery, zdarza się niestety (klawiatura mnie nie lubi pewnie albo ja jej grr gr)
Czekając aż znajdę czas na napisanie posta zdarzyło mi się skończyć płyn micelarny marki Garnier. 400 ml wystarczyło mi dokładnie na połowę lipca, sierpień, wrzesień, następnie październik, listopad i pare dni grudnia. Ju huu :D Oznacza to, że było to prawie pół roku codziennego zmywania makijażu oczu wieczorem. Nie było to moje pierwsze opakowanie więć nie kupiłam go wtedy w ciemno. Ale poprzednim razem używałam naprzemiennie z jakimś innym płynem i nie byłam w stanie dokładnie określić jego wydajności do pojemności he he (nie nie chemikiem nie jestem - żart ;p)
Kosztował mnie 2.99 w funtach także nie było tak źle w cenie. Ale mogę na niego wydać w sumie każdy pieniądz jak wiem, że po
- nie podrażnia moich oczu
- nie mazia sie jak smalec na oczach
- zmywa dokładnie czyli jest pewnie perfekcjonista w swoim fachu :)
- w razie W można go używać do twarzy całej choć ja nie jestem zwolennikiem, wolę toniki ... mademoiselle
- powtórzę sie bo jest tak wydajny jak Lenor do płukania
Nic tylko iść i kupować :)
Pozdrawiam
M.
piątek, 30 października 2015
Hello Fresh
Dzień dobry :)
Z racji posiadania konta na Hello fresh otrzymaliśmy wczoraj do domu kolejna paczkę.
Nie kancelowaliśmy konta i tak oto zaskoczyło nas Hello fresh że przysłało paczkę z przepisami oraz jedzeniem specjalnie dobranym pod właśnie te przepisy. (nie nie nie było to za darmo...)
Może w ogóle zacznę od początku jak to było. Około lipca bądź sierpnia w miejscu gdzie mieszkamy przybył do nas (ale nie tylko do nas chodzili po okolicy) przedstawiciel "jakby ". Ubrany był w śmieszny fartuszek i namawiał do tego aby zamawiać zdrową żywność z wiadomego źródła, zdrową nie pędzoną itp.,itd. Opowiedział skąd mniej więcej by te warzywa i owoce pochodziły, jak to wygląda cenowo, jakie są mniej więcej przepisy dla kogo i pod kogo. Spędził u nas chyba z pół godziny wtedy ale że pierwsze zamówienie było w granicach 25 funtów na trzy chyba obiady to zdecydowaliśmy się na zamówienie. Na paczkę od zamówienia czeka się tydzień, przyjeżdża kurierem i jest :)
Mam przepisy z tamtej paczki i nawet zagościły one w naszym jadłospisie. Aha najważniejsze! Zapomniałam dodać,że paczka może być dobrana pod gust kulinarny tzn. się mam na myśli mięsną wersje i bezmięsną, czyli według hello fresh wersje classic box lub veggie box. Jest jeszcze family box ale on przypuszczam, że jest większy i z pewnością troszkę droższy bo dla większej rodzinki. Jak dla nas opcja veggie w zupełności wystarczy.
Nie pamiętam dokładnie ile pierwszy box nas kosztował ale teraz za ten przegapiony, nieskancelowany Hello fresh wzięło sobie 25 funtów. Jak na trzy obiady myśle że ok. Zakupy z głowy.
Przepisy jakie teraz dostaliśmy opierają się na zieleninie, ziemniakach, grzybach oraz ryżu. Całkiem w sumie coś nowego bo w końcu będę mieć możliwość zrobienia pieczarek portobello. Jeżeli ktoś kojarzy letnie vlogi Szusz z Helu to będzie wiedział o jakich pieczarach mówię.
Niektóre rzeczy nowe, niektóre nie. Ale zawsze jakaś odmiana w gotowaniu. Czasami spotykam się na blogach z ciekawymi przepisami, które zawierają ciekawe składniki ale nie chce mi się potem ich kupować bo a) może będą nie dobre b) na pewno będą nie dobre :)
Plusy:
Ps: Jestem w szoku bo na telefonie mam również zdjęcia pierwszej paczki także teraz będą zdjęcia zawartości pierwszego boxu:
Ps; jeszcze jeden ale już ostatni, Hello fresh istnieje nie tylko w UK ale i wiem że w Niemczech tez jest, ponieważ zamawiając coś przez Amazon z Niemiec dostaliśmy kartę rabatową na 20 euro Lol
Pozdrawiam
M
Z racji posiadania konta na Hello fresh otrzymaliśmy wczoraj do domu kolejna paczkę.
Nie kancelowaliśmy konta i tak oto zaskoczyło nas Hello fresh że przysłało paczkę z przepisami oraz jedzeniem specjalnie dobranym pod właśnie te przepisy. (nie nie nie było to za darmo...)
Może w ogóle zacznę od początku jak to było. Około lipca bądź sierpnia w miejscu gdzie mieszkamy przybył do nas (ale nie tylko do nas chodzili po okolicy) przedstawiciel "jakby ". Ubrany był w śmieszny fartuszek i namawiał do tego aby zamawiać zdrową żywność z wiadomego źródła, zdrową nie pędzoną itp.,itd. Opowiedział skąd mniej więcej by te warzywa i owoce pochodziły, jak to wygląda cenowo, jakie są mniej więcej przepisy dla kogo i pod kogo. Spędził u nas chyba z pół godziny wtedy ale że pierwsze zamówienie było w granicach 25 funtów na trzy chyba obiady to zdecydowaliśmy się na zamówienie. Na paczkę od zamówienia czeka się tydzień, przyjeżdża kurierem i jest :)
Mam przepisy z tamtej paczki i nawet zagościły one w naszym jadłospisie. Aha najważniejsze! Zapomniałam dodać,że paczka może być dobrana pod gust kulinarny tzn. się mam na myśli mięsną wersje i bezmięsną, czyli według hello fresh wersje classic box lub veggie box. Jest jeszcze family box ale on przypuszczam, że jest większy i z pewnością troszkę droższy bo dla większej rodzinki. Jak dla nas opcja veggie w zupełności wystarczy.
Nie pamiętam dokładnie ile pierwszy box nas kosztował ale teraz za ten przegapiony, nieskancelowany Hello fresh wzięło sobie 25 funtów. Jak na trzy obiady myśle że ok. Zakupy z głowy.
Przepisy jakie teraz dostaliśmy opierają się na zieleninie, ziemniakach, grzybach oraz ryżu. Całkiem w sumie coś nowego bo w końcu będę mieć możliwość zrobienia pieczarek portobello. Jeżeli ktoś kojarzy letnie vlogi Szusz z Helu to będzie wiedział o jakich pieczarach mówię.
Niektóre rzeczy nowe, niektóre nie. Ale zawsze jakaś odmiana w gotowaniu. Czasami spotykam się na blogach z ciekawymi przepisami, które zawierają ciekawe składniki ale nie chce mi się potem ich kupować bo a) może będą nie dobre b) na pewno będą nie dobre :)
Plusy:
- łatwość w przygotowaniu
- produkty świeże, porcjowane nie trzeba ważyć ani liczyć i tu plus jeżeli ktoś jest na diecie bądz coś tam, coś tam a nie ukrywajmy że robiąc coś nowego z przepisu tak sztywno trzymamy sie miar .... ja napewno nie... :D
- nie trzeba stać w kolejkach, oszczędzamy czas na zakupach
- nie musimy sie martwić co ugotować ( oj to czasami potrafi spędzać sen z powiek)
- są owszem że są bo jak ktoś oszczędza na jedzeniu to na tym nie zaoszczędzi
- istnieje możliwość że danie może nie smakować
- wcześniej nim zamówimy paczkę lepiej sobie zaplanować zakupy aby nie mieć w lodówce nadmiaru jedzenia i aby ani hello fresh sie nie zepsuło ani nasze zakupione jedzenie ze sklepu
Ps: Jestem w szoku bo na telefonie mam również zdjęcia pierwszej paczki także teraz będą zdjęcia zawartości pierwszego boxu:
![]() | |
| nie wyraźne:) |
![]() |
| ochronka przed ciepłem, mała lodóweczka |
Ps; jeszcze jeden ale już ostatni, Hello fresh istnieje nie tylko w UK ale i wiem że w Niemczech tez jest, ponieważ zamawiając coś przez Amazon z Niemiec dostaliśmy kartę rabatową na 20 euro Lol
Pozdrawiam
M
czwartek, 29 października 2015
LOL
Po jakże nie udanym starcie na blogu motywuję sie dalej i staram sie coś pisac, mysleć aby wrócić do codziennego pisania ale tez udostępniania tego.
W tym tygodniu doszedł mi kolejny zżeracz czasu a mianowicie zaczęłam grac w bardzo popularnego LOL-a czyli Leauge of Legends :)
Nie grałam nigdy w jakiekolwiek gry, jedynie układałam pasjansa na starym Windowsie wiec tym bardziej jestem w szoku, że po długim czasie obserwacji jak mój chłopak gra dałam sie namówić.
Jakie były moje pierwsze wrażenia ?
Hmm... nawet spoko chociaż ogarniam na razie jedną postać więc czy geniusz ze mnie wyrośnie nie wiem.
Według polecenia i instruktażu mego mężczyzny gram w drużynie przeciw botom czyli przeciwko komputerom. Jedna rozgrywka zwykle trwa minimum pół godziny więc ostrzegam wszem i wobec, że jest to ogromny zżeracz czasu, polecam sie zastanowić przed hehe :)
Pozdrawiam
M
W tym tygodniu doszedł mi kolejny zżeracz czasu a mianowicie zaczęłam grac w bardzo popularnego LOL-a czyli Leauge of Legends :)
Nie grałam nigdy w jakiekolwiek gry, jedynie układałam pasjansa na starym Windowsie wiec tym bardziej jestem w szoku, że po długim czasie obserwacji jak mój chłopak gra dałam sie namówić.
Jakie były moje pierwsze wrażenia ?
Hmm... nawet spoko chociaż ogarniam na razie jedną postać więc czy geniusz ze mnie wyrośnie nie wiem.
Według polecenia i instruktażu mego mężczyzny gram w drużynie przeciw botom czyli przeciwko komputerom. Jedna rozgrywka zwykle trwa minimum pół godziny więc ostrzegam wszem i wobec, że jest to ogromny zżeracz czasu, polecam sie zastanowić przed hehe :)
Pozdrawiam
M
poniedziałek, 13 lipca 2015
Motywacja
Hej,
dzisiaj przychodzę do was z postem o dziwnym dla mnie tytule, ponieważ nigdy jakos nie było okazji aby sie nad tym zastanawiać co to jest i po co to komu do czego że niby ? Zaczynając swoją przygodę z treningami nawet nie myślałam o tym że potrzebuje jakiejś motywacji. Treningi a raczej wykonywanie krótkich czasowo programów treningowych było dla mnie formą na wyluzowanie sie od reszty społeczeństwa, które nie wiedziało o istnieniu takiej opcji. - może widziało ale było leniwe! Poza samym oglądaniem YouTube'a i gapieniem się w ekran komputera mogłam te 10 minut, 20 minut połączyć z czymś jak sie potem okazało pożytecznym. Nie miałam większych problemów z wagą ani z figurą więc nie traktowałam tego jako mus w tych kategoriach. Po czasie zauważyłam, że fajnie sie po nich czuję. Nie zalega we mnie energia niespożytkowana i czuje się trochę jak dzieciak w szkole bo mam swój domowy w-f :)
I w tej sferze motywacji nie potrzebowałam ale teraz zaczęłam się nad nią niestety zastanawiać. Ponieważ jestem na etapie szukania pracy, szukania sobie nowego miejsca do życia mam małe zawahanie. W sumie w tym momencie jest dwa i pół miesiąca łącznie z przeprowadzką jak nie pracuje. Na początku pewnie jak każdy cieszyłam sie z tego, że mam tyle czasu tyle rzeczy zrobię , dobrze się spakuje, nadrobię YouTube itd.
Ale teraz im bliżej podjęcia pracy tym bardziej czuję niechęć i wydaje mi sie że jednak fajnie jest jak sie pracuje... Hmm... ale się koło zamyka ponieważ jeszcze miesiąc temu nie mając nic na horyzoncie miałam dośc wolnych dni i planowania sobie tak dużej ilości czasu. Coraz trudniej było mi sie w tym odnaleźć.
I co? I teraz nagle mi będzie tego brakować albo jednak to wychwalam jak mnie to męczyło ?!
Dziwne ale nie logiczne, bez składu ehh
Wymyśliłam sobie teraz taki plan, który zakłada oczywiście codzienne treningi, uciecha z tego że jeszcze te wolne dni mam no i przede wszystkim myślenie tak jakbym jutro miałam iść do pracy!
dzisiaj przychodzę do was z postem o dziwnym dla mnie tytule, ponieważ nigdy jakos nie było okazji aby sie nad tym zastanawiać co to jest i po co to komu do czego że niby ? Zaczynając swoją przygodę z treningami nawet nie myślałam o tym że potrzebuje jakiejś motywacji. Treningi a raczej wykonywanie krótkich czasowo programów treningowych było dla mnie formą na wyluzowanie sie od reszty społeczeństwa, które nie wiedziało o istnieniu takiej opcji. - może widziało ale było leniwe! Poza samym oglądaniem YouTube'a i gapieniem się w ekran komputera mogłam te 10 minut, 20 minut połączyć z czymś jak sie potem okazało pożytecznym. Nie miałam większych problemów z wagą ani z figurą więc nie traktowałam tego jako mus w tych kategoriach. Po czasie zauważyłam, że fajnie sie po nich czuję. Nie zalega we mnie energia niespożytkowana i czuje się trochę jak dzieciak w szkole bo mam swój domowy w-f :)
I w tej sferze motywacji nie potrzebowałam ale teraz zaczęłam się nad nią niestety zastanawiać. Ponieważ jestem na etapie szukania pracy, szukania sobie nowego miejsca do życia mam małe zawahanie. W sumie w tym momencie jest dwa i pół miesiąca łącznie z przeprowadzką jak nie pracuje. Na początku pewnie jak każdy cieszyłam sie z tego, że mam tyle czasu tyle rzeczy zrobię , dobrze się spakuje, nadrobię YouTube itd.
Ale teraz im bliżej podjęcia pracy tym bardziej czuję niechęć i wydaje mi sie że jednak fajnie jest jak sie pracuje... Hmm... ale się koło zamyka ponieważ jeszcze miesiąc temu nie mając nic na horyzoncie miałam dośc wolnych dni i planowania sobie tak dużej ilości czasu. Coraz trudniej było mi sie w tym odnaleźć.
I co? I teraz nagle mi będzie tego brakować albo jednak to wychwalam jak mnie to męczyło ?!
Dziwne ale nie logiczne, bez składu ehh
Wymyśliłam sobie teraz taki plan, który zakłada oczywiście codzienne treningi, uciecha z tego że jeszcze te wolne dni mam no i przede wszystkim myślenie tak jakbym jutro miałam iść do pracy!
Tak postanowiłam że będę się w taki sposób motywować, żeby nie zniechęcić sie do nowego miejsca pracy, do nowych ludzi i do tego, że będę robiła coś zupełnie odmiennego niż dotychczas robiłam.
Mam nadzieję, że to mi pomoże przebrnąć przez to wszystko co mnie czeka pewnie w nowej pracy ale ułatwi mi nie patrzenie za siebie i nie marudzenie że muszę wstac, że musze jechać, że będzie to inna praca niż dotychczas i takie tam ble ble ble
I na dzisiaj to tyle moich wywodów.
Oczywiście że wszystko bez ładu i składu a o przecinkach nie wspomnę ale ok jeszcze dojdę do wprawy
Pozdrawiam
M.
poniedziałek, 6 lipca 2015
Absolutny zachwyt;)
Dzień dobry,
Jest to mój pierwszy zakup tego produktu.Zwykle jakoś do zmywaczy nie przykładałam i nie przykładam zbytnio uwagi ale wiem jaka jest różnica pomiędzy tymi tańszymi i droższymi a teraz to już w ogóle, po użyciu tego różnica jest diametralna. Ostatnim zmywaczem, który używałam był malutki osobnik z marki Bielenda. Lubię tą firmę za produkty i zmywacz z tej firmy również mnie nie zawiódł. Kosztował mnie około 3 zł. za pojemność 50 ml. Ładnie pachniał ( czyt. nie śmierdział acetonem nachalnie ) i dobrze zmywał lakier, był wydajny. Jeszcze jeden jakiego też używałam naprzemiennie pochodził z marki Isana i była to wersja zielona z acetonem.
Cieszę się, że zdecydowałam zakupić teraz akurat ten zmywacz, ponieważ w Polsce on odstrasza siebie swoją ceną a będąc w UK trochę ta cena wygląda inaczej. (oczywiście nie przeliczając na nasze polskie złotisze ;p) Kosztował mnie 2,10 funta podczas gdy w Polsce wydałabym za niego około 28 zł. w zależności od miejsca zakupu. Jest to diametralna różnica, więc tym bardziej sie cieszę.
Ja mam wersje bez acetonu, do paznokci delikatnych z prowitaminą B5, witaminą E i rumiankiem.
Zachwycił mnie sobą po pierwszym użyciu, poużywam go dalej a zwłaszcza na czerwonym lakierze i mam nadzieje, że czar nie pryśnie po pierwszym razie.
A wy jakich macie dżentelmenów do zmywania lakierów do paznokci ?
Mua
M.
zmywając paznokcie swoim nowym zmywaczem do tego przeznaczonym naszła
mnie chęć zrobienia choć małego wpisu. Ciężko jest mi się zebrać i
cokolwiek napisać ponieważ obawiam się, że moja ortografia i estetyka
tekstu nie będzie przyjemna w odbiorze. Ale dziś wszystkie takie myśli
odrzuciłam i postanowiłam, że coś małego napisze, zobaczymy jak mi to
pójdzie. Na razie wenę mam do pisania, piszę co mi przyjdzie do głowy i
dłuższego przystanku jak dotąd myśleniowego nie było. A więc przejdę do
sedna sprawy a dokładniej do mojego zmywacza do paznokci o którym
chciałam dzisiaj wspomnieć. Ów zmywacz jest/ pochodzi z marki Sally
Hansen i wygląda tak:

Cieszę się, że zdecydowałam zakupić teraz akurat ten zmywacz, ponieważ w Polsce on odstrasza siebie swoją ceną a będąc w UK trochę ta cena wygląda inaczej. (oczywiście nie przeliczając na nasze polskie złotisze ;p) Kosztował mnie 2,10 funta podczas gdy w Polsce wydałabym za niego około 28 zł. w zależności od miejsca zakupu. Jest to diametralna różnica, więc tym bardziej sie cieszę.
Ja mam wersje bez acetonu, do paznokci delikatnych z prowitaminą B5, witaminą E i rumiankiem.
Zachwycił mnie sobą po pierwszym użyciu, poużywam go dalej a zwłaszcza na czerwonym lakierze i mam nadzieje, że czar nie pryśnie po pierwszym razie.
A wy jakich macie dżentelmenów do zmywania lakierów do paznokci ?
Mua
M.
wtorek, 9 czerwca 2015
Debiut
Cześć :)
Mieć dostęp do blogów a nie pisać własnego bloga, to jest poezja. Przecież można sie dzielić tyloma ciekawymi rzeczami, myślami, zdjęciami, doświadczeniami etc.
Zbierałam się już do tego od dłuższego czasu ale różne okoliczności i brak wiary we własne możliwości odwlekały mi zostawienie tu pierwszego postu. Dzisiaj jednak postanowiłam to zrobić i zamieścić małą notkę.
O czym będę pisać na blogu ? jeszcze nie wiem.
Jak będzie on wyglądał dokładnie też nie wiem
Ale mam nadzieje, że z biegiem czasu się tu zadomowię na dłużej i ukierunkuje się na ciekawsze treści niż treść tego oto pierwszego postu.
Pozdrawiam
M.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












